Toronto cd.
Toronto nadal smierdzi. Nadal nic w nim ciekawego nie widze, poza faktem ze moge tutaj swoj doktorat otrzymac.
Dzisiejszy dzien byl raczej owocny. Wyprowadzilam sie od Anny i wprowadzilam sie na stale do akademika. No i czulam sie tak jakby mi mieszkanie sie spalilo, bo musialam wszystko isc na nowo kupowac. Nic nie mialam w akademiku, widelca, talerza czy tez szklanki. Jedzenia tez nie mialam, wiec wybralam sie i kupilam najpierw jedzenie a potem garnki, talerze, sztucce i takie tam pierdoly. Z czego jestem najbardziej zadowolona to fakt ze kupilam dwie rzeczy ktore nie byly na liscie. Kupilam sobie taki shopping cart na zakupy. Jest to torba ktora zaklada sie na metalowy wozek z 2 kolkami. Bardzo swietna sprawa. Widzialam je juz w St.John’s tez, ale pierwszy raz udalo mi sie takie cudo dorwac. No i suszarka do ubran na ktora moge powiesic rzeczy ktore piore recznie.
Chodzenie po sklepach jest tutaj troche przygnebiajace. Sklepy sa strasznie zaniedbane i malutkie. Supermarket typu Sobey’s i Dominion to jest tutaj taki maly ze ledwo mozna sie z jednego na drugie miejsce przeslizgnac. Zadziwiajace ze w takim wielkim miescie wszystko takie male. W St.John’s sklepy z zywnoscia za wielgasne i nie ma problemu sie po nich przemieszczac.
Nie lubie tego miasta, bo sprawia wrazenie bardzo biednego i ubogiego wrecz.
Jutro niedziela. Nie mam zielonego pojecia co bede przez caly dzien robic. W poniedzialek za to mam wizyte u lekarza i jeden seminar na ktory ide. Zobaczymy co to bedzie.



